Innisfree Ampoule Intense Foundation No.13- recenzja mojego ulubionego podkładu

00:36

Innisfree- marka znana przez wielu zwolenników azjatyckich kosmetyków. Popularna jest nie tylko z powodu swoich działań sprzyjających naturze, ale również naturalnych składów mazidełek, zamkniętych w przywodzących na myśl zieleń opakowaniach. Od długiego czasu interesuję się tą marką, a po przetestowaniu Cushionu Water Glow, postanowiłam sięgnąć po jeszcze jeden podkład. 


Obstawiam, że czytając nazwę myśleliście o recenzji cushionu, który swoimi czasy był bardzo popularny. Niestety, wiem jaką okropną wydajność mają tamtejsze kompakty. Z pomocą przyszedł mi Edward Avila, u którego to zauważyłam recenzję tego produktu w normalnej formie. Pomyślałam- biorę! Szybko wpisałam w przeglądarce jolse.com i kupiłam nowe cudeńko, wraz z dwoma opakowaniami serum z OST. Podkład kosztował mnie 14$, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. 
Przesyłka doszłaby prędko, gdyby nie mój wyjazd. Trochę było z tym problemu, ale do podanego w zamówieniu adresu paczka doszła w nieco ponad dwa tygodnie. Spotykając się z opiniami zauważyłam, że inni otrzymywali kosmetyku po podobnym okresie czasu.


Opakowanie jest takie jak wszystkie z tej serii. Bardzo cenię sobie ich prostotę, w której mimo wszystko jest coś uroczego. Może za sprawą tych słodkich listeczków wytłoczonych w papierze? Samo mazidło zamknięte jest w plastikowym opakowaniu, które sprawnie imituje szklane. Mogłabym się tutaj zatrzymać i narzekać. "Och, ten plastik...", "A ta pompka się nie popsuje?" Bądźmy jednak szczerzy- za 50 zł nie zamierzam narzekać.



Jakie wspaniałości obiecuje nam Innisfree tym razem? 


☘ efekt dewy skin 
☘ nawilżenie
☘ wygładzenie 
☘ SPF 35PA+++

Podkład zawiera ekstrakt z zielonej herbaty, prosto z wyspy Jeju (dokładnie nawilża i wygładza skórę). O tym produkcie w internecie jest dość cicho, dlatego to jedyne rzeczy, których się dowiedziałam. 
Dostępny jest w czterech odcieniach. Oczywiście wzięłam mój ukochany, przetestowany kolorek o numerze trzynastym. Nie jest on ani żółty ani różowy- jest ziemisty.


Podkład jak to podkład- nakładasz czym chcesz. Ja zdecydowałam się na kupno pędzla Hakuro H51, który był strzałem w dziesiątkę (nawet mama postanowiła sobie kupić c:). Jednak nadchodzą dni- jak to u lenia bywa- kiedy nie chce się myć pędzla. Wtedy zazwyczaj używałam palców, jednak nie dawały mi one takiego efektu jaki bym chciała. Z pomocą przyszła mi pewna osóbka, która poleciła, abym używała mojego air puff (poduszeczki z kompaktu). Jest to równie dobry sposób! 


Wiem, wygląda to dość zabawnie na mojej ręce. Niefortunnie opaliło mnie akurat wtedy, kiedy nie użyłam kremu z filtrem. Przeżyłabym, gdyby ofiarą słońca została większość ciała, a nie jedynie ręce. Za niedługo zaczną się długie rękawki, golfiki i przeróżne sweterki- nie będzie widać :P 
WIELKĄ zaletą tego podkładu jest jego zapach, identyczny jak u Water Glow Cushion. Wystarczy powąchać, zamknąć oczy, a w głowie kreuje nam się tylko jeden obraz. Egzotyczna wyspa, na której  leżymy wśród intensywnie zielonych paproci, wdychając wilgotne powietrze, zwiastujące orzeźwiający deszcz. Nie wiedziałam, że będę potrafiła tak podejść do takiego tematu jak zapach podkładu...


Po nałożeniu podkładu moja cera jest idealna. Rozświetlona, pełna nienachalnego blasku. Produkt ten zapewnia mi dobre krycie oraz naturalne wykończenie, czyli dwie rzeczy, które w tego typu kosmetykach są dla mnie bardzo ważne.
Pamiętajmy jednak o pewnej rzeczy. Ampoule Intense Foundation jest polecany na okres zimy, dlatego też podczas mocnych upałów może z nas spływać. Niestety, nie sądzę, aby był on dobry na mrozy, dla suchych cer może być to zdecydowanie zbyt mało. Wersja kompaktowa daje o wiele mocniejsze nawilżenie. Podsumowując- polecałabym go na wiosnę oraz jesień (dla cer tłustych i normalnych również na zimę). Moja koleżanka, posiadaczka wrażliwej cery również bardzo chwali sobie ten podkład.
Dobra, dobra, ale co z trwałością? Jest naprawdę dobra. Jestem osobą, która wychodzi z założenia, że lepiej, aby podkład zszedł po 6 godzinach, niż tapetować twarz produktami "na całą dobę". Dlatego też, nie przeszkadzałaby mi słabsza trwałość. Produkt ten pozytywnie mnie zaskoczył- zostaje na mojej twarzy cały dzień (w okresie wakacyjnym jest to około 12 godzin). Trochę mnie to zaskakuje, biorąc pod uwagę fakt, iż jestem osobą kochającą macanie własnej twarzy.
Kosmetyk ma rzadką konsystencję, z czego wnioskuję, że 30-mililitrowe opakowanie starczy mi na około 4/5 miesięcy. W porównaniu do kompaktu, jest to znaczna poprawa, ale wiadomo jak to jest z poduszkami. 

Szczerze powiedziawszy- bałam się tego kosmetyku. Nigdy nie kupuję próbek, nie sprawdzam, od razu skaczę na głęboką wodę. Na razie nie było aż tak źle. Tym razem naprawdę mi się upiekło- znalazłam mój aktualny faworyt. Co prawda przede mną jeszcze cała masa do testowania, ale jestem przekonana, że to mazidełko na długo będzie wysoko na mojej liście. 

PODSUMOWUJĄC

Za czternaście dolarów otrzymałam genialny produkt, który oferuje mi nie tylko dobrą trwałość, ale również odpowiednie nawilżenie, delikatny efekt dewy skin, wygładzenie. Nie jest to ciężki podkład- podczas użytkowania nie czuję go na twarzy. Często przy nawilżających mazidłach moja twarz jest nieprzyjemnie lepka- tutaj tego uczucia nie ma. Odcień, cudowny, ziemisty i jaśniutki. Innisfree ma naprawdę przecudowne kolorki. 


PORY ROKU: 

☘ wiosna- ☑
☘ lato (upalne, nie tegoroczne :P)- ☒
☘ jesień- ☑
☘ zima- ☒/☑ (dla tłustych i normalnych cer jak najbardziej na tak)


OBIECANKI PRODUCENTA: 

☘ efekt dewy skin ☑
☘ nawilżenie ☑
☘ wygładzenie ☑
☘ SPF 35PA+++ ☑ (tego nie da się nie spełnić...)


OCENA: 


☘ krycie- ★★★★★
☘ nawilżenie- ★★★★☆
☘ trwałość*- ★★★★★
☘ wydajność- ★★★★★
☘ efekt na twarzy- ★★★★★
☘ lekkość- ★★★★☆

OCENA KOŃCOWA: ★★★★★


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Post przygotowała Meysh
Facebook
Obserwuj, by być na bieżąco! 

PS. Mojego rozleniwienia nie będę już komentować... po prostu przepraszam. 

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Baaaardzo rzadko używam fluidów czy pudrów - kiedy mam ładną cerę, staram się jej nie zanieczyszczać fluidami i innymi rzeczami, za to kiedy mam z nią problemy, praktycznie całe wolne dnie coś na niej noszę i nakładam pudry zazwyczaj jedynie na jakieś specjalne wyjścia. Mam jeden lepszy puder drogeryjny, który jest całkiem dobry, jednak mama mi go ciągle podbiera i będę musiała zaopatrzyć się w drugi, więc z chęcią przeczytałam tę recenzję i mazidełko jest akurat bardzo w moim typie! Szczególnie, że zbliża się jesień i zima i będę potrzebować lekkiej ochrony. Dziękuję ♥
    PS. Świetne masz te pasemka! Jaki to kolor, może pamiętasz? :)

    Zapraszam także do siebie na konkurs :)
    http://rena-uchiha.blogspot.com/2016/08/z-okazji-urodzin-i-stu-tysiecy.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się!
      A pasemka to robota słońca:D

      Już lece na bloga:) Buziaki!

      Usuń
  2. Nie wiem już co robię źle z tym podkładem :< Używałam wcześniej kremu BB z It's Skin, ale był dla mnie zbyt różowy, więc zdecydowałam się na zmianę. Kiedy nałożyłam ten podkład, to od razu zważył się na mojej buźce. Nie wyglądał ani trochę tak jak na twoich zdjęciach, był mega widoczny i wyglądał po prostu brzydko. Jakieś rady?

    OdpowiedzUsuń